19 sierpnia 2011 22:32:42
kluski z macią

Pojedynek Gigantów...

...zakończony. Werdykt w rękach P.T.Czytelników.

Do czelendża stanęło dwoje zawodników: Krycha oraz Piotruś (brawa, owacje, rzęsiste oklaski). Zgłoszono łącznie sześć utworów poetyckich, przytoczonych poniżej. Głosujemy w komentarzach do niniejszej noci, podając numer wybranego utworu. Jeden człowiek, jeden głos, jeden numer. Początek głosowania - sobota 20 sierpnia, godzina 0:00. Koniec głosowania - sobota 20 sierpnia, godzina 23:59:59. Uprzejmie proszę podpisywać komentarze. Można głosować na siebie :)

Utwory nadesłane, w kolejności chronologicznej:

  1. Chodzi mi o to, aby kotek giętki
    Jeśli już musi, to nie tam, gdzie głowa
    Moja spoczywa, bieg swój kończył prędki,
    Lecz raczej gdzieś na tułowiu hamował.
    Milsze mi wtedy pręgi czy też cętki,
    Gdy brzuch, nie głowę, gniecie miękki owal.
    I zapominam o przysłowiu Basków:
    "Jeśli masz kota, lepiej sypiaj w kasku"*.

    * Katume baduzu, kaskon lolo eginarazi.
    (ang. If you have a cat, sleep with a hat).

  2. Chodzi mi o to, aby kotek giętki
    jeśli już musi, to nie tam, gdzie głowa
    moja spoczywa, bieg swój kończył prędki,
    lecz raczej wybrał kawałek tułowia,
    czasem mnie musnął swym ogonem miękkim,
    ale pazurki by na pewno schował.
    I bym nie była Zabłockiego mydłem,
    słowem - by kotkiem był mym, nie straszydłem.

  3. Chodzi mi o to, aby kotek giętki
    jeśli już musi, to nie tam, gdzie głowa
    moja spoczywa, bieg swój kończył prędki,
    lecz raczej wybrał kawałek tułowia,
    by słodko mruczał mi swoje piosenki,
    lecz nigdy na pysku nie lądował.
    No trudno, choć miło tak sobie pomarzyć
    wracamy w realia - kotuś, zejdź mi z twarzy.

  4. Chodzi mi o to, aby kotek giętki
    Jeśli już musi, to nie tam, gdzie głowa
    Moja spoczywa, bieg swój kończył prędki,
    Lecz raczej gdzieś na tułowiu hamował.
    Większą mam wtedy chęć do pogawędki,
    Nie ranią uszu damskich moje słowa.
    Więc, jeśli moja chata ci nie zbrzydła,
    Uważaj, kocie, albo nabądź skrzydła!

  5. Chodzi mi o to, aby kotek giętki
    Jeśli już musi, to nie tam, gdzie głowa
    Moja spoczywa, bieg swój kończył prędki,
    Lecz raczej gdzieś na tułowiu hamował,
    By chirurg znów fastrygi i okrętki
    Na moim czole nie musiał próbować.
    Nadzieje moje okażą się płonne?
    Niech koty noszą obuwie ochronne!

  6. Chodzi mi o to, aby kotek giętki
    Jeśli już musi, to nie tam, gdzie głowa
    Moja spoczywa, bieg swój kończył prędki,
    Lecz raczej gdzieś na tułowiu hamował,
    Inaczej - nastrój, jak powietrze z dętki,
    Ucieka, cała sympatia się chowa.
    Tak, mam świadomość (lecz, czy coś to zmienia?),
    Że każda miłość aspekt ma cierpienia.

Redakcja nie kryje zadowolenia z faktu, że wpadła na ten jakże przebiegły pomysł, żeby rozstrzygnięcie czelendża scedować na Czytelników. Gdyż redakcja jest szczerze zachwycona wszystkimi zgłoszeniami i miałaby problem.



18 sierpnia 2011 21:40:40
kluski z macią

telekot

Ledwom się zdążyła zatroskać, że kot Kluszcza czegóś od paru dni niemrawy i słabo jedzący...

...ledwom zdążyła wykoncypować długą listę potencjalnych przyczyn i z dużym prawdopodobieństwem wyeliminować większość z nich...

...ledwom zdążyła pomyśleć, że jak tak dalej pójdzie, to nie pozostanie mi nic innego, jak zapakować kot w pudło i zawieźć do weta...

...a już kotu Kluszczej mrawość wróciła, po czym kot we własnej kociej osobie wrócił do miski i raczył spożyć. A nawet pogonić pasiastego synalka-uzurpatora, roszczącego sobie nieuzasadnione pretensje do zawartości naczynia. Wielka jest moc ledwo-co-pomyślanego słowa "wet".

Po prawdzie to zjada kot Kluszcza po pięć chrupek z łaski na uciechę i uznaje za substancje spożywcze bardzo ograniczony asortyment, a większość dnia spędza wygodnie umoszczony na swojej ukochanej podusi, ale przynajmniej (tfu, tfu), nie trzeba kota budzić i do miski na rękach zanosić. I oby tak dalej, państwo wiedzą, co się robi z kciukami.

A w sobotę, nie zapominajmy, rozstrzygnięcie Pojedynku Gigantów.



10 sierpnia 2011 14:44:43
ogólne

każdy z nas ma taką ciotkę...

...(od biedy może być matka, babka, kuzynka, a w układach nieortodoksyjnych nawet bliżej lub dalej spokrewniony osobnik płci męskiej), która piecze najlepszy na świecie tort orzechowy. Albo legendarny piernik. Albo biszkopt, tak lekki i puszysty, że trzeba go dociążać cegłówką, żeby nie odfrunął ze stołu. Albo cokolwiek. W każdym razie piecze jakieś absolutne arcydzieło i nie chce dać przepisu, a jak się ją w końcu uprosi, ubłaga i użebrze, to zaciąga człowieka w najciemniejszy kąt korytarza, gdzie łypiąc czujnie na boki, ukradkiem wciska w garść zwinięty świstek i szepcze konspiracyjne: "tylko nikomu nie pokazuj... i pamiętaj, dokładnie tak jak w przepisie, inaczej się nie uda".

No to człowiek uskrzydlony szczęściem chwyta ten świstek i pędzi prosto do kuchni, gdzie odmierza i odważa z aptekarską dokładnością, miesza siedem razy zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara, a potem dziewięć razy przeciwnie, przekłada szklaną łyżeczką do porcelanowej formy, a w końcu pada na kolana przed piekarnikiem w pełnym uniesienia oczekiwaniu - tylko po to, żeby się przekonać, że cioteczka zupełnie przypadkiem zapomniała o pięciu czy sześciu składnikach, przy trzech innych pomyliła proporcje (w jednym przypadku o dwa rzędy wielkości), a na koniec wkradła jej się drobna literówka i tak naprawdę zamiast musztardy sarepskiej powinna być esencja waniliowa.

Stanęłam dzisiaj w obliczu konieczności zutylizowania kostki drożdży. Przepisu nawet nie musiałam rytualnie zdobywać w antyszambrach, wisiał sobie całkiem publicznie w internecie, wyglądał zachęcająco i zupełnie nie budził podejrzeń. Niestety, jak się okazało, pomijał jeden istotny szczegół.

Pokrusz, mówił przepis, dosyp, zalej i wymieszaj. Poczekaj, potem dodaj, zagnieć, wyrabiaj, w razie potrzeby dolej, później wsyp posiekane i wyrób jeszcze raz. Odstaw, a kiedy wyrośnie, podziel, uformuj i upiecz. I już, voilà, pyszne bułeczki, mniam mniam.

Niestety na temat przenoszenia szklanej miski z ciastem upapranymi oliwą rękami przepis nie wspomniał. Słóweczkiem się nie zająknął.

Do "kiedy wyrośnie" właściwie wszystko się zgadzało. Potem w paradę weszła oliwa i - jak zwykle w takich przypadkach - wydarzenia potoczyły się zupełnie inną ścieżką. Ścieżka zaczynała się przy "brzdęk", potem biegła obok "zbierz większe skorupy", zakręcała przy "spróbuj jakoś zgarnąć rozbryźniętą lepką masę szpikowaną wściekle ostrymi kawałkami", mijała "wywal do kubła owoc pracy rąk swoich" oraz "wydłub szkło z palca i znajdź jakiś plaster", a potem biegła już prosto do "pół godziny odkurzania i mycia kuchni z elementami opędzania się od czterech bardzo zainteresowanych przebiegiem wydarzeń kotów, dla których naprawdę byłoby lepiej, gdyby nie pchały łap w to pobojowisko".

Mniam, kurczę, mniam. Doprawdy.



<wcześniej |
Jogger.PL (c) 2006
  • RSS feed,
  • Valid XHTML and CSS,
  • Wszystkie prawa zastrzeżone.