A przecież gdyby miał, to mógłby, trzymając jedną rękę w jednym transporterze z panikującym w drodze do weta kotem, a drugą rękę w drugim transporterze z panikującym w drodze do weta kotem, trzecią ręką wyciągnąć aparat i zrobić zdjęcie ciągnącej się po horyzont, gładkiej od śniegu i złotej od zachodzącego słońca połaci i wielkiemu stadu równie złotych, rzucających błękitne cienie, wygodnie ułożonych w środku tego pustkowia saren.
Męskie (niezależnie od płci) szowinistyczne. I do tego seksistowskie.
Procedura karmienia kotków ma dwa warianty:
Czasem jednakowoż pokroiwszy mięsko dla kotków, przekazuję ich przydział TŻtowi, po czym kontynuuję krojenie mięska, tym razem dla ludzi[3]. TŻ gwiżdże. Kotki tańczą pod nogami z kwikiem i chrumkaniem. Czy tańczą pod nogami TŻ, wchodzącego na schody i ze wszystkich sił starającego się zwrócić uwagę kotków na mięsko?[4] Ależ. Kotki tańczą pod moimi nogami z kwikiem i chrumkaniem.
Baby do garów!
[1] Albowiem nauczyliśmy kluski, że do jedzenia gwiżdżemy na nie jak na psa. Taki gong obiadowy. Jakby to w ogóle było potrzebne - kotki i tak rzucają się z kwikiem i chrumkaniem na dźwięk każdej otwieranej puszki, nawet jeśli jest to puszka z chałwą.
[2] Eufemizm taki.
[3] Uważny czytelnik zwróci uwagę na porządek karmienia i wynikającą z niego hierarchię społeczną.
[4] Przecież nie na siebie, bywamy naiwni, ale są granice...
...kluszcza mać byłaby pewnie ciepłą szarlotką z cynamonem, Tunio - wytrawną czekoladką z jakimś nader wyrafinowanym a cudownie smacznym nadzieniem, Pyzuchna - deserem z siedemnastu smaków lodów z bitą śmietaną, kolorową posypką i co najmniej dwoma rodzajami polewy (oraz prawdopodobnie grającą świeczką), natomiast Pasiasty byłby solidną porcją jeszcze gorącego drożdżowego ciasta. Z kruszonką.